Felieton #281 | SOPOT – Top of the Top Festival

Felieton #280 | LSD i KONTRKULTURA LAT 60
May 6, 2026
Felieton #282 | Wódka “Jolka, Jolka pamiętasz”
May 6, 2026
Felieton #280 | LSD i KONTRKULTURA LAT 60
May 6, 2026
Felieton #282 | Wódka “Jolka, Jolka pamiętasz”
May 6, 2026

PULS nr 281, 23-29.08.2017

SOPOT – Top of the Top Festival

Przez dwa dni oglądałem organizowany przez TVN festiwal Top of the Top w Sopocie. Tak naprawdę zachwycili mnie tylko jeden wykonawca – LemON – i jeden zespół – Oddział Zamknięty. I nie tylko mnie. Oto recenzja Ryśka, starego wyjadacza:


Jechałem na festiwal z dużą przyjemnością. Pojechałem mimo tego, że Witek Muzyk Ulicy, którym się zajmowałem, występował jedynie w przerwach reklamowych. Trudno mi dziś policzyć, który to już był mój festiwal – może dwudziesty, a może dwudziesty ósmy – jako uczestnika z różnymi identyfikatorami zawieszonymi na szyi.

W 1989 roku przywiozłem zespół De Mono z piosenką „Kochać inaczej” (tytuł dziś wyjątkowo aktualny). W 1996 przyjechałem z Chojnackim i Piaskiem. W sumie około połowa wykonawców pojawiła się na płytach, które wydawałem. Trudno więc zarzucić mi niechęć do show-biznesu. Prawie 45 lat w tej branży to życie pełne emocji, silnych wrażeń, wielu szczęśliwych chwil i satysfakcji.

Dlatego nie dziwiłem się ani nie krytykowałem otoczki, jaka towarzyszy „gwiazdom”. Nie zaskakuje mnie, że Chylińska jest chroniona lepiej niż Donald Trump. Z daleka wyglądało to tak, jakby ochrona wyprowadzała pijanego menela z amfiteatru. Dopiero gdy czterech rosłych ochroniarzy niemal wrzuciło – podkreślam: wrzuciło – jej drobną postać do samochodu, zasłaniając ją własnymi ciałami, zorientowałem się, że to Agnieszka.

Nie widziałem snajperów ani nie słyszałem strzałów. Co więcej – nie widziałem też tłumu fanów zainteresowanych autografami. Nie dziwię się również, że za Szpakiem jeden ochroniarz niósł wodę, a drugi płaszcz gotowy do narzucenia „zmarzniętej gwieździe” przy temperaturze 26 stopni. Dla niektórych śpiewanie nie jest pasją ani namiętnością, lecz trampoliną do prowadzenia popularnych programów telewizyjnych.

Widziałem wiele takich sytuacji i muszę przyznać, że ani mnie to nie zdziwiło, ani nie zgorszyło. Takie są zasady show-biznesu – w Polsce i na świecie. Pod jednym warunkiem: trzeba mieć świadomość, że rynek muzyczny działa podobnie jak wrestling w Ameryce. Zawodnicy udają, że walczą naprawdę, a widzowie udają, że w to wierzą – przeżywają, dopingują i dobrze się bawią. I to jest w porządku.

Na tym zarabiają wszyscy: gwiazdy, menedżerowie, redaktorzy, fotoreporterzy, operatorzy kamer, technicy, kierownicy planu… można by wymieniać bez końca. Publiczność, kupując bilet, płytę czy dostęp do widowiska, chce dostać spektakl – kolorowy, efektowny, trochę jak cyrk. Mają być ścianki, czerwone dywany i bajka, bo każdy lubi bajki.

Problem zaczyna się wtedy, gdy niektóre „gwiazdy” zaczynają w tę grę wierzyć. O ile świetne odgrywanie roli jest czymś naturalnym, o tyle kłopot pojawia się wtedy, gdy ktoś nie tylko udaje gwiazdę, ale naprawdę zaczyna się za nią uważać.

Są jednak artyści, którzy tę grę rozumieją. Za kulisami pozostają normalni, spotykają się z kolegami z branży i robią swoje. Są zespoły, które od trzydziestu lat grają rock and rolla i zachowują się tak, jak przystało na muzyków – wychodzą na scenę i po prostu grają, bez udawania. Tacy jak De Mono – dokładnie tacy, jak ich pamiętam sprzed lat.

Dlatego moja prośba do „gwiazd” jest prosta: poznajcie i stosujcie zasady amerykańskiego wrestlingu.

Ryszard Adamus
Producent muzyczny i telewizyjny
Wydawca około 150 albumów z muzyką polską

Źródło: Facebook
Do druku podał: S. Reszka

 

 

Felieton #281 | SOPOT – Top of the Top Festival
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.
Read more