Felieton #036 | Lady Pank

Felieton #041 | Polski Rock a Stan Wojenny
October 24, 2024
Felieton #023 | 1973
October 24, 2024
Felieton #041 | Polski Rock a Stan Wojenny
October 24, 2024
Felieton #023 | 1973
October 24, 2024

Andrzej Mogielnicki miał pisać teksty dla Perfectu, ale pokłócił się z Hołdysem. O co? Hołdys chciał śpiewać w zespole, który właśnie zakładał. „Mogił” dość dosadnie wypowiedział się na ten temat (że Hołdys nie dość, że nie ma głosu, to jeszcze nie potrafi śpiewać). Obrażony Hołdys zdecydował wtedy, że teksty dla Perfectu będzie pisał Bogdan Olewicz, ale zaczął szukać wokalisty. Warto dodać, że wszyscy trzej panowie byli kumplami z jednego podwórka.

Nagły sukces Perfectu w 1981 roku spowodował u Mogielnickiego refleksje, że traci miliony złotych, a jego teksty nie docierają do milionów ludzi. Postanowił stworzyć zespół, który przyćmi sukces Perfectu. Idealnym partnerem w tym przedsięwzięciu stał się Janek Borysewicz – genialny gitarzysta i kompozytor, który po kilku latach gry w Budce Suflera dojrzał do stworzenia własnej formacji. Sprawy potoczyły się szybko. Kiedy w sierpniu 1982 roku w klubie “Park” wystąpili po raz pierwszy jako Lady Pank, wszyscy obecni przedstawiciele branży muzycznej (w tym ja) byli zgodni, że to musi być sukces. I był.

Nie zliczona liczba przebojów, ogromna ilość koncertów, oszałamiająca popularność. Szybko stali się numerem 1 (w tym czasie ze sceny zniknął Perfect). Zespół był znany także z rock’n’rollowego trybu życia. Liczne balangi i demolki w hotelach to była szara codzienność. Po paru latach grupa miała szansę zaistnieć na świecie. W USA ukazała się ich płyta promowana w uniwersyteckich rozgłośniach radiowych. Niestety, muzycy byli zupełnie nieprzygotowani do kariery w Ameryce. Nie dość, że nie znali angielskiego, to dość lekko traktowali obowiązki wynikające z konieczności promocji płyty i grupy. Byli jednak inwestorzy, była szansa.

W 1986 roku Lady Pank koncertował na niezwykle prestiżowym festiwalu MIDEM w Cannes oraz w Tokio, gdzie zespół otrzymał wyróżnienie i główną nagrodę dla Borysewicza jako najlepszego kompozytora za „Mniej niż zero” na Tokyo Music Festival. To otwierało przed grupą niezwykle atrakcyjny i chłonny rynek japoński. Wszystko to wzięło w łeb w dniu, kiedy pijany, sprowokowany przez grupę widzów Janek pokazał podczas koncertu we Wrocławiu to, co powinien jednak chować w spodniach.

Konsekwencje były straszne. Zakaz grania w Polsce, zakaz wyjazdów za granicę. Innymi słowy, śmierć kapeli. Mogielnicki dostał szału i zerwał stosunki z Borysewiczem. Ten jednak uchodził wśród fanów i części muzyków za bohatera, co “komu nie pokazał”. Byłem tego świadkiem, gdyż w wynajętej pod Warszawą willi odbywały się nieustające balangi połączone z jam sessions, w których uczestniczyli muzycy z całej Polski.

No cóż, Lady Pank obchodzi 30-lecie istnienia. Janek Borysewicz balansuje na granicy życia i śmierci, nie zmieniając od 30 lat trybu życia. Osobiście najbardziej cenię sobie jego projekt “Jan Bo” i płytę „Wojna w mieście”. Niestety, to było za dobre, czyli za trudne jak na polski rynek, i Janek wrócił do nazwy i repertuaru Lady Pank. I jeszcze jedno – wykradł sekcję z Oddziału Zamkniętego, czyli “Szlagę i Kapiszon” (Jarosław Szlagowski – perkusja i Paweł Mścisławski – gitara basowa). To był świetny ruch dla Lady Pank, ale wyraźnie osłabił Oddział Zamknięty, który nigdy nie osiągnął w polskim rocku należnego mu miejsca.

Ale o tym za tydzień.

Seweryn Reszka

Felieton #036 | Lady Pank
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.
Read more