
Felieton #375 | Policja i Big Cyc
April 16, 2026
Felieton #272 | Monterey Pop Festival (16–18.06.1967)
May 5, 2026
PULS nr 375 03.07.2019
Bojkot Opola podzieli branże
Bojkot czołowych wykonawców festiwalu w Opolu, który doprowadził do jego odwołania, ma swoje drugie dno. Jestem peten podziwu dla artystów, gdyż podejmując decyzję o bojkocie, zdawali sobie sprawę, jakie będą tego konsekwencje.
Swego czasu Romek Lipko po jednym z koncertów Budki Suflera w Toronto powiedział mi coś zaskakującego:
– Czy wiesz, że radio chce, żebym płacił za puszccanie moich nowych utworów? Stare muszą puszczać, bo tego chcą reklamodawcy.
No właśnie… Liczy się kasa, a nie sztuka.
Wraz z końcem lat 90-tych skończyła się wolność artystyczna, a zaczęła matematyka i kalkulowanie korzyści. Od tamtej pory wykonawcy są na usługach – radia i telewizji.
Decydenci poczuli się na tyle pewnie, że zaczęli podejmować decyzje dotyczące tego, co i w jaki sposób powinni nagrywać wokaliści.
Jeżeli nie wprost, to decydują między wierszami. W każdym razie robią to skutecznie.
Ingerencja w aranżacje, styl, narzucanie konkretych producentów do współpracy i szantaż, że jeżeli wokaliści nie nagrają swoich utworów zgodnie z wizją decydentów (a ta zawsze jest zachodnia), mogą zapomnieć, że ich utwory zostaną zagrane w radiu. To Polska Anno Domini 2017. Absurd zaczął gonić absurd.
Akademia składająca się z wykonawców, których grają Radio Zet, RMF FM i Radio Eska, „Fryderyki” przyznaje głównie twórcom niszowym, których RMF FM, Zet i Eska nie grają.
Akademia uznaje takich twórców za prawdziwych, ambitnych, alternatywnych, idących pod prąd. Kim więc są Ci, którzy nagrody przyznają? | dlaczego sami na „Fryderyki” nie zasługują? Co myślą o swojej muzyce, którą robią pod Zet, RMF FM i Eskę?
Hit – to cel nadrzędny. Wzruszanie publiczności do tez jest już passé. Nie emocje, nie prawda w muzyce. Musi być przebój, byle tantiemy z ZAiKS w grudniu się zgadzały. Choć tu też wszystko się powoli rozsypuje, bo z roku na rok przelewy na konto są coraz mniejsze.
Tantiemy w tym całym music story, to słowowy trych. Z płytami, których i tak nikt nie kupuje sytuacja ma się tak: wykonawcy mają 2, maksymalnie 3 zł zarobku ze sprzedaży płyty.
Płyta w sklepie kosztuje 40 zł.
Jedni zrezygnowali, bo chcieli, mieli poczucie obywatelskiego obowiązku, inni, bo już nie wypadało nie zrezygnować. Ryzyko linczu publicznego i gwizdów w amfiteatrze okazało się wystarczającym straszakiem. Presją spo-teczna jest zbyt duża. W końcu występuje się
Artyści, skoro nie ze sprzedaży płyt muszą żyć z koncertów. A te trzeba reklamować.
Gdzie? W radio i telewizji, a najlepiej… podczas Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu, bo ogląda go co roku cała Polska. Tak więc decyzja bojkotu nie byta łatwa. Ale się opłaciło. Teraz zyskają w oczach słuchaczy, jako ci, co się władzy postawili. Będą częściej zapraszani do innych telewizji niż ta „publiczna”.
Być może TVN lub Polsat zorganizują Maryli Rodowicz „50″, a Piaskowi „25″, ba, może nawet cały Festiwal Polskiej Piosenki.
Faktem jest, że od czasów stanu wojennego nie było takiego bojkotu państwowych mediów przez artystów. A dla TVP to ogromne straty finansowe. Wycofują się sponsorzy, artyści przestają przychodzić, programy stają się mniej atrakcyjne, spada oglądalność.
Dla branży z kolei stało się jasne, kto jest kto.
Ten podział zostanie na długie lata. Na artystów i „piosenkarzy”, którzy zrobią wszystko, aby zaistnieć, zrobic karierę i zarobić pieniądze za wszelką cenę.
Bojkot to ostrzeżenie dla władz każdego radia i każdej telewizji, aby traktowali artystów z szacunkiem.




