
Felieton #362 | „Talk Is Cheap” po 30 latach
April 16, 2026
PULS nr 375 03.07.2019
POLICJA I BIG CYC
– Tak jak za dawnych czasów, w moim domu pojawili się wczoraj panowie z wiadomego resortu. W PRL-u byli to mało kulturalni panowie z SB, którzy dokonywali rewizji w mieszkaniu, szukając wrogich, antykomunistycznych materiałów i ulotek. Tym razem byli to dwaj kulturalni policjanci z dzielnicowego komisariatu. Przybyli, aby mnie przesłuchać – napisał Krzysztof Skiba, lider zespołu Big Cyc, na Facebooku.
O co chodzi? Jak wyjaśnia Skiba – o koncert w Ustrzykach Dolnych, który odbył się w sierpniu ubiegłego roku. Był to urodzinowy koncert zespołu KSU z niemal 10-tysięczną widownią. Część uczestników zaczęła wznosić okrzyki „Je..ć PiS!”. Muzyk zapewnia, że nikt ze sceny nie powtarzał tych nawoływań.
– Była to spontaniczna reakcja publiczności, która w demokratycznym państwie ma przecież prawo krzyczeć, co jej się podoba. Ja na początku myślałem, że „Je…ć PiS” to tytuł jakiejś nowej piosenki grupy KSU, ale jak się potem okazało, zespół jeszcze takiej piosenki nie napisał – ironizuje Skiba.
– W nawiązaniu do słynnej piosenki KSU „Jabol punk” zaproponowałem ze sceny zbudowanie w Ustrzykach Pomnika Polskiego Jabola. Pomnik taki z pewnością byłby wspaniałą atrakcją turystyczną miasta. Propozycja miała charakter humorystyczny i tak też przyjął ją burmistrz miasta Bartosz Romowicz, który zespołowi KSU na urodziny podarował butelkę kultowego wina – czytamy we wpisie.
Jak pisze dalej Skiba, wspomnianymi okrzykami oraz propozycją budowy Pomnika Polskiego Jabola „poczuł się obrażony” jeden z mieszkańców miasta, którego żona działa w lokalnym PiS. Zgłosił sprawę na policję, a ta wszczęła dochodzenie.
„Poziom absurdu życia w Polsce pod rządami PiS przekroczył już dawno poziom klaunady i głupoty z filmu braci Marx Kacza zupa” – komentuje Krzysztof Skiba.
– Wczoraj uznano już białą różę i czarne parasolki za symbole nienawiści, świeczki pod sądami za symbole zdrady, a okrzyk „Lech Wałęsa” za okrzyk antypaństwowy – dodaje lider Big Cyc.
Dziwi się też, że żart z postawieniem pomnika zgłaszający uznał za obrażający jego „wyznanie”.
– Co ma jabol (tanie wino) do uczuć religijnych, może wyjaśnić chyba tylko lekarz psychiatrii bądź Komisja do Spraw Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Rozumiem, że jabol rani czyjś smak czy gust, ale wyznanie? – pyta Skiba.
– Policja przesłuchała już na tę okoliczność organizatorów koncertu, burmistrza oraz także mnie. Sprawa toczy się zgodnie z procedurami. Trwają przesłuchania, sporządza się raporty i dokumenty, analizuje materiały filmowe oraz dokonuje oględzin miejsca, w którym krzyczano nieprawomyślne hasła. Policja, jak wiadomo, nie ma co robić, więc pewnie z radością zajmuje się takimi sprawami – ironizuje muzyk.
Skiba przypomniał policjantom, że powinni ścigać tych, którzy zabraniają obywatelom krzyczeć hasła, bo „policja powinna stać na straży konstytucyjnego prawa do wolności wypowiedzi”.
– Mili panowie policjanci tylko się smutno uśmiechnęli i to wystarczyło mi za cały komentarz.
PERFECT MIAŁ PODOBNE KŁOPOTY
Porównajmy. W 1983 roku, po koncercie w Wałbrzychu, mieliśmy poważne kłopoty. Była to rocznica zdelegalizowania „Solidarności”. Zespół Perfect wyszedł na scenę z czarnymi opaskami na ramionach i rozpoczął koncert minutą ciszy. Ubekom wytłumaczyłem, że to rocznica śmierci jednego z The Beatles. W trakcie koncertu, przy utworze „Nieme kino”, widownia usiadła i zapaliła świeczki. Milicja się przestraszyła i użyła gazów łzawiących. Hołdys poprosił ze sceny, żeby wytrzymali. Po powrocie do Warszawy dowiedzieliśmy się od „naszego człowieka” w magistracie, że rozwiązano nam (nielegalnie) agencję koncertową. UB szukało Hołdysa. Zdążyliśmy tylko wycofać z banku 700 tys. zł, które było na koncie firmy. Koncerty zaczął nam organizować PSJ Bydgoszcz. Skończyło się na strachu. Poważniejsza sprawa miała miejsce podczas koncertu na Stadionie Dziesięciolecia. Czterdziestotysięczna widownia zaśpiewała: „Nie bój się tego… Jaruzelskiego” oraz „Chcemy bić ZOMO”. Informację podały Wolna Europa i Głos Ameryki, napisały o tym „New York Times” i „The Washington Post”. Na to władze musiały zareagować. Najpierw kazano zespołowi napisać wyjaśnienie do dyrekcji ZPR – organizatora koncertu. Później sprawą zajął się Jerzy Urban podczas swojej konferencji prasowej, komentując reakcje światowe. Z oświadczenia Hołdysa wyjął fragment o tym, że podczas działalności zespołu cenzura tylko raz ingerowała w jego teksty. Dziennikarze wybuchnęli śmiechem. Sprawa ostatecznie rozeszła się po kościach.
Na marginesie – Dawid Podsiadło pobił nasz rekord z 1987 roku (40 tys.). W ciągu kilku godzin sprzedał koncert na Stadionie Narodowym dla ponad 66 tys. widzów. Gratulacje!




