Koncert

Gośka
October 27, 2016
NRD
October 27, 2016

12 września 1987 roku, na stadionie X-lecia w Warszawie odbył się koncert zespołu Perfect – najpopularniejszego polskiego zespołu rockowego lat osiemdziesiątych. Na koncercie było ponad 30 tysięcy widzów. Ile było naprawdę, nikt nie wie, bo większość weszła dając w łapę milicjantom i ORMO-wcom i nie kupując biletu. Szacunkowej oceny liczby zebranych osób dokonał fachowiec – kapitan milicji, ktory “obsługiwał” wizytę papieża – specjalista od “rozśrodkowywania tłumów”. Dziennik telewizyjny pokazał puste trybuny – te z tyłu i boków sceny, z których nic nie było widać. Ustawienie sceny było takie, aby dobrze było widać i słychać z siedemnastu sektorow. Te zaś były pełne. Koncert trwał trzy godziny i zakończył się w strugach deszczu. Mimo to nikt nie wyszedł wcześniej. Był to wielki sukces zespołu. Te tłumy śpiewające razem z kapelą wszystkie większe przeboje. Dopiero “Nie bój się tego Jaruzelskiego!” przyniosło nam spore kłopoty. Zanim jednak doszło do tego sukcesu, miałem dwie zapaści i postarzałem się, o pięć lat… Tymczasem okazało się, że najgorsze czeka mnie dopiero po koncercie. W trzy dni po imprezie blady jak ściana dyrektor ZPR-ów Nowotny (były bramkarz z klubu Od Nowa z Poznania) wezwał nas na rozmowę. Towarzyszyło mu jakichś dwóch UB-eków. Rzucili na stół biuletyn MSW z nasłuchu Wolnej Europy. Na to my, weseli jeszcze, daliśmy im kasetę z nagranymi wiadomościami Głosu Ameryki. Cała sprawa polegała na sekwencji “…40 tysięcy widzów dało wyraz swej nienawiści do reżimu komunistycznego śpiewając z zespołem “nie boj się, tego Jaruzelskiego”…

Poinformowano nas, że nie istniejemy, jesteśmy rozwiązani, mamy zakaz występowania, pójdziemy do więzienia, rozstrzelają nas, spalą, a prochy rozsypią w oceanie, itp. Sprawą zajmie się rzecznik prasowy rządu, minister Jerzy Urban, a my mamy napisać wyjaśnienie do dyrekcji Zjednoczonych Przedsiebiorstw Rozrywkowych – firmy, z ktorą robiliśmy koncert. Wszystko byłoby godne zlekceważenia, gyby nie fakt, że nadal na nasze konto nie wpłynęły kolosalne pieniądze, za jakie ten koncert zagraliśmy. Nie było zapłacone “światło” i “dźwięk”, muzycy i dwa tuziny innych ludzi, nie mówiąc o mnie i Hołdysie, wspólnikach firmy Perfect Organization sp. z o.o. Uświadomienie sobie tego faktu spowodowało, że zaschło mi w gardle, a na to była tylko jedna metoda – parę whisky z lodem w jazz klubie “Akwarium”, dokąd niezwłocznie się, udaliśmy.

Po drodze stwierdziłem, że należy sprawę potraktować poważnie, bo przecież chodziło o walutę. Udałem się do korespondentów Washington Post i Associated Press, dwóch agencji, które wysłały w świat informacje o naszym koncercie. Od miłych panienek dostałem kopię faxów i wróciłem do “Akwarium”. Tu minąłem się z Hołdysem, który po wprowadzeniu do organizmu około tuzina drinkow typu “whisky on the rock” nadawał się tylko do odwiezienia do domu. Ja natomiast udałem się do Jurka Wertensteina-Żuławskiego, zwanego “Profesorem Rocka”, gdyż pracę doktorską na socjologii obronił z tematu o rocku jako zjawisku społeczno-kulturowym. Przetłumaczyliśmy faxy i okazało się, że zadziałał głuchy telefon polityczny. Otóż obie rodzime redakcje naszych korespondentów, zaostrzyły sformułowania zawarte w ich tekstach i zrobiły z tego polityczny news o rewolcie antykomunistycznej wywołanej koncertem rockowej formacji Perfect. Byliśmy dumni i bladzi. Po raz pierwszy zrobiliśmy w Polsce własnymi siłami koncert na światowym poziomie i to dostrzeżono. Niestety sprowadzono całą sprawę do afery politycznej nie dostrzegając reszty, czyli tego, co dla nas najważniejsze. Niemniej jednak napisaliśmy z Jurkiem oświadczenie wiedząc, że Urban zrobi z tym co zechce i nie będzie możliwości odwołania…
Sprawa nabrała jednak nowego wymiaru, kiedy spotkałem się ze skacowanym Hołdysem w Departamencie Teatru i Estrady Ministerstwa Kultury i Sztuki na Krakowskim Przedmieściu. Tam nas trochę pocieszono, że to nadgorliwość urzedników z KC, żeby się nie przejmować, udostępniono nam maszynę do pisania z atrakcyjną sekretarką na dodatek, co spowodowało rozprzężenie i spadek mojej czujności.

Podpisałem bez wahania radosną twórczość Hołdysa i kopie tego “dzieła” podrzuciliśmy na Aleje Ujazdowskie do gmachu, w którym szatan w paskudnej postaci Urbana sprawował swe urzędy.

Send this to a friend