Na Moskwę przez Berlin

Jak Się Rozpadła Republika
October 27, 2016
Aresztowanie w Rzeszowie
October 27, 2016
Ktoś z Klubu “Remont” zaproponował nam kncert w ambasadzie polskiej w Moskwie. Zespół nazywał się Fotoness (Tomek Lipiński, Marcin Ciempiel i Jarek Szlagowski) a ja byłem ich menago. O umówionej porze spotkaliśmy się wszyscy na Dworcu Centralnym w Warszawie. Okazało się, że sytuacja jest nieciekawa. Od paru dni nad lotniskiem Okęcie unosiła się mgła. Samoloty nie latały. W związku z tym duża grupa partyjnych urzędników okupowała pociąg relacji Warszawa-Moskwa. Nie było wolnych miejsc. Nawt nie dało się “na mistrza”. Kolejarze po prostu bali się brać w łapę mając tak podejrzane towarzystwo w wagonach. Organizator tej wyprawy wykombinował, że jak pojedziemy expresem do Berlina to tam złapiemy samolot do Moskwy i zdążymy na koncert w Moskwie. Tak też uczyniliśmy. Z tym, że w Berlinie okazało się, że bilety do Moskwy sprzedane, pozostało czekac na “stand by”. Dolecieliśmy ale spóźnieni. Nie przejmowałem się tym zbytnio. Przywieżliśmy kupiony w Baltonie odtwarzacz video, którego sprzedaż zapewniała nam spore honorarium. Zagraliśmy koncert ale w akademiku.
Moskwa wywarła na mnie przygnębiające wrażenie. Szarość, szerokie ulice, mali ludzie przemykający jakby chyłkiem. Dostaliśmy “bony dla artystów” co umożliwiało zrobienie zakupów w Baltonie przy polskiej ambasadzie. Była tam tylko wódka i holenderski papier toaletowy. Obie rzeczy niezwykle w Moskwie przydatne. Był to okres kiedy Gorbaczow walczył (bezskutecznie zresztą) z alkoholizmem w Sowieckim Sajuzie. Od każdego taksówkarza można było kupić pół litra za 20 rubli. Ostrzeżono nas,że nie wolno pić piwa żigulowskiego i jedyne bezpieczne miejsce na wyleczenie kaca to amerykańki hotel Mieżdunarodnyj, gdzie nas wpuszczono po okazaniu paszportów, wszak byliśmy inostrańcy choć w skórzanych punkowych kurtkach. Tam inny świat. Air Condition, kolorowe rybki pływają w fontannie, chińska knajpa, irlandzki bar i inne zachodnie rozkosze. Pojawił się polski student-businessman, który wydał na nas 900 rubli. Szampany, kawior itd. Kiedy wracaliśmy pociągiem na granicy polskiej przesiadka z wagonów szerokotorowych na normalne. Szlaga był wtedy na etapie medytacji, które uprawiał na dywaniku w przypadkowych miejscach. Pociąg już miał odjeżdżać a jego nie było.
Nagle pojawił się oficer, pogranicznik i zapytał:
– Kto tu rukawaditiel?
– Ja – odpowiedziałem. –
– Ty czeławieka pogubił?
– Da – odpowiedziałem.
– On… – tu zawiesił głos – swabodu wybrał w Sowieckom Sojuzie!
Oniemieliśmy, a po chwili wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
Szlaga na szczęście nie wybrał wolności w Związku Radzieckim. Wróciliśmy wszyscy do Polski.

Send this to a friend