Wyprawa Po Węgorze

Potrójna Śmierć Breżniewa
October 27, 2016
Maluch Dla Perfectu
October 27, 2016

W sierpniu 1980 roku (trwały właśnie strajki na Wybrzeżu i próby Perfectu w sali “06” warszawskiego klubu “Stodoła”) Zdzisiek Zawadzki (czyli “Morski Pies”) zaproponował mi wyprawę do Puńska po węgorze. Była to miejscowość na północno-wschodnim krańcu Polski. Ludność mówiła po litewsku i okazało się, że Zdzisiek trochę też, bo wdawał się od czasu do czasu w konwersacje na ulicy czy w sklepie. Zresztą było tam liceum z wykładowym litewskim. Pamiętam przepyszny chleb i ogórki małosolne.

Wieczorem udaliśmy się nad jezioro. Zdzisiek pokazał mi przynęte na węgorze, którą przywiózł był z Ameryki. Były to pomarańczowe kulki wielkości dużych jagód. Rozstawiliśmy parę wędek, rozpaliliśmy ognisko i napoczęliśmy pierwszą połówkę… Obudził nas świt. Ognisko jeszcze dymiło. Zdzisiek rzucił się do wędek. Niestety polskie węgorze zupełnie nie poznały się na przynęcie z USA. Nawet jej nie tknęły. Sytuacja była nieciekawa, albowiem Zdzisiej umówił sie z ajentami paru knajp, że dostarczy wędzonego węgorza w dużych ilościach. On uwielbiał robić różne dziwne interesy.

Zwinęliśmy się, wsiedliśmy do zamochodu i pojechaliśmy do miejscowego PGR-u. Tam Zdzisiek coś zagadał i już po chwili pracownik wrzucił do jeziora dwa druty wysokiego napięcia. Zabulgotało i na powierzchni ukazały się oślizłe cielska węgorzy. Były tego dwie skrzynki a kosztowało zaledwie 50 dolarów. Potem udaliśmy się do pobliskiego Olecka, gdzie w sklepie rybnym (od zaplecza) nabyliśmy kolejną skrzynkę węgorzy. Tak obładowani, dużym fiatem Zdziśka wróciliśmy do Puńska, gdzie w gospodarstwie jego krewnych mieliśmy węgorze sprawić i uwędzić. Posypane grubą solą kłębiły się w dwóch baliach. Kiedy pierwszy zaczął się mi wyrywać po wycięciu podrobów wpadłem w lekką panikę. Gospodarze od razu się poznali żem nowicjusz w tym temacie i na odwagę nalali mi szklaneczkę bimbru. A potem drugą. Poszło o wiele sprawniej… Pamietam smak ciepłych węgorzy prosto z wędzalni…

Dotarliśmy następnego dnia do Warszawy. Podczas jazdy słuchaliśmy radia. W Gdańsku podpisano porozumienia. Zdzisiek rozwiózł towar po knajpach i kilkudniowa wycieczka zwróciła nam się z nawiązką.

Send this to a friend